piątek, 18 lipca 2014

Rozdział 47: "No to jedziemy"

Macklemore & Ryan Lewis - Can't Hold Us





-Witamy wszystkich na corocznym Beatdown’ie! – rozbrzmiewa głos prowadzącego – W tym roku mamy paru świeżaków, ale też i naszych stałych bywalców! Jak zwykle walki składają się z trzech rund. Nie zapomnijcie obstawić swoich faworytów u tego miłego pana przy wejściu – wskazuje na gościa z wielkim sejfem przy stole – Minimalne sumy to 100 funtów! Jeśli nikt nie ma nic do powiedzenia możemy zaczynać!
Rozległy się wiwaty, a na wielkim monitorze nad ringiem pokazały się nazwiska osób uczestniczących w pierwszej walce.
Siedzę z tyłu widowni, a koło mnie jest Ren – wysoki, umięśniony i czarnoskóry mężczyzna z tatuażami na lewym ramieniu i Luke – niewiele niższy od drugiego, blondyn. Nie ma tatuaży, albo po prostu ma przykryte przez ubrania. Nagle podchodzi do nas Harry.
-Hej mała – kuca przede mną i ujmuje moje dłonie. Ma na sobie luźne spodenki i białą bokserkę.
-Cześć – całuję go na przywitanie.
-Przyszedłem cię zobaczyć. Nie wytrzymam w tej kanciapie dla walczących – prycha.
-Cieszę się, że przyszedłeś przed walką. Chce zapamiętać każdy szczegół, który po tym wszystkim – wymachuję rękami – może ulec zmianie.
-Przesadzasz.
-No cóż. Życzę ci powodzenia – przytulam go mocno i całuję w policzek.
-Kocham cię.
-Ja ciebie też – odpowiadam. Wstaje i idzie z powrotem do pokoju walczących. A z moich oczu płyną pojedyncze łzy, które od razu wycieram. Nie chce żeby wiedział, że płaczę.

W pierwszej walce uczestniczy Higgins i Reynolds. Starcie trwa dosyć krótko, bo Trevor to bywalec, a Reynolds to świeżak. Koleś nie miał szans. Po pierwszych ciosach prosto w brzuch zwija się w kłębek.
W drugiej uczestniczy Harry i jakiś Volt. Pierwszy cios otrzymuje mój chłopak. Hazza uśmiecha się do napastnika i jednym ruchem zwala go z nóg. Podnosi się szybko, ale na marne, bo od Harry od razu podcina go nogą. Volt próbuje wstać, ale z braku sił ponownie upada.
Następna zaczyna się o dwudziestej drugiej. Siedzę niespokojnie kręcąc się na plastikowym krześle. O miejsce w półfinale walczą Jones i Williams. Wygrywa Williams – jest napakowany i ma pełno tatuaży. Więcej od Rena.
Ostatnia walka pierwszej rundy jest o 22:15. Smith i Robinson uderzają w siebie na zmianę, ale pierwszy upada Smith. Zwycięzca tej walki unosi wysoko ręce i schodzi z ringu.
Na podeście ponownie pojawia się prowadzący.
-No nieźle! W półfinale uczestniczy Higgins, Styles, Williams i Robinson! Gratulacje chłopaki! Teraz odbędzie się półgodzinna przerwa żeby mogli odpocząć, a was zachęcam do obstawiania kto przejdzie do finałów!
Schodzi z podestu, a część widowni mknie do kolesia przy wyjściu. Ręce mnie bolą od trzymania kciuków.
-Nie denerwuj się tak Rue – uspokaja mnie Luke.
-Boję się.
-Nie masz o co – uśmiecha – Harry to zawodowiec, z resztą widziałaś jak powalił tego całego Volta – chichocze.
Ma rację, nie zmęczył się zbytnio, ale Volt jest nowy w tym wszystkim i to normalne. Mężczyzna w garniaku ponownie wychodzi na ring żeby ogłosić następne starcia.
-W pierwszej walce półfinału zmierzy się Williams i… Higgins! A drugą Styles i Robinson! – mówi entuzjastycznie. – powodzenia życzę wszystkim, a was ponownie zachęcam do obstawiania.

Widownia jest spora jak na nielegalne walki. Spodziewałam się 1/4 z tego tłumu. Do końca przerwy pozostało koło 10 minut. Wyciągnęłam telefon i odblokowałam go. Może wyślę sms do Nialla? Chociaż lepiej nie. Nie chce żeby tu przychodził.
Kiedy przerwa dobiegła końca w rogach ringu pojawili się Trevor i Williams. Zabrzmiał gong rozpoczynający walkę. Will rzucił się na Trevora, a ten zgrabnie się odsuną, co spowodowało, że Williams się przewrócił. Higgins usiadł na nim okrakiem i zaczął uderzać w jego twarz. Williams był całkiem dobry, ale każdy wiedział, nawet ja, że w porównaniu do Higginsa nie ma szans. Dostał porządne lanie od wroga numer jeden mojego chłopaka. Sędzia zatrzymał go przed kolejnymi uderzeniami, które mógł doprowadzić do nieprzytomności jego przeciwnika.
-I tak do finałów dostaje się Higgins! Wielkie brawa dla niego!
Walka trwała bite 20 minut. Teraz czas na Harry’ego. Z każdą rundą boję się o niego jeszcze bardziej. Stanął w rogu, a naprzeciwko niego Robinson.
-Da sobie radę – pociesz mnie Luke.
-Wiem.
-To dobrze.
-Dzięki. Poprawia mi to trochę humor.
-Nie ma za co mała.
Powoli zaczynam przekonywać się do Luke’a. Wydaje się miły. Nie mogę tego powiedzieć o Renie. Jest cichy, chłodny i z twarzy wydaję się nie miły. Zachowuje pokerową twarz, nawet w najbardziej emocjonujących chwilach.
Widownia wiwatuje, a inni jeszcze obstawiają. Pięć minut po zakończeniu walki Trevora zaczyna się walka Harry’ego. Słyszę gong i nagłe piski dziewczyn. Robinson uderza tak mocno w ramię Hazzy, że aż odskakuje. Gładzi ramię przy okazji blokując kolejny atak. Robinson zadaje kolejne uderzenia, ale lokaty dzielnie je blokuje. Kiedy w końcu jest wyczerpany ciągłym atakiem mój chłopak zadaje mu cios ze zdwojoną siłą, na co ląduje z impetem na ziemi. Zadaję kolejne ciosy przez co chłopak leży na ziemi i nie jest w stanie się ruszyć. Sędzia podnosi rękę Hazzy i ogłasza go zwycięzcą walki.
-Brawa dla Styles’a! Dobra robota. – widownia szaleje, a zmęczony Harry schodzi z ringu.
-Jest dokładnie 23:30 moi drodzy! Finałowa walka jest za dokładnie półgodziny! Obstawiajcie faworytów bo warto!

Dasz radę Harry… Dasz radę.


Zapraszam do głosowania w ankiecie o sequel! 40 głosów i pojawi się 2 część ;3



6 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Świetne <3

Sky Branks pisze...

Harry musi wygrać!!
@xAgata_Sz .xx

kasia zielonooki pisze...

super :) Harry apewno wygra :)

Anonimowy pisze...

Trzymam kciuki za Hazzę .Czekam na next

Anonimowy pisze...

Super czekam na next :)

Julia Bilska pisze...

Kocham.*.* aż brak mi słów <3