wtorek, 15 lipca 2014

Rozdział 46:"Masz zamiar dotrwać do finałów rozumiem?"

James Arthur - Recovery



To dziś. Nie sądziłam, że to będzie tak szybko. Czas leci nieubłaganie szybko. Nie zdążyłam nacieszyć się życiem. Jeśli któremuś z nas coś się stanie nie wiem czy to przeżyje. To jest drugi najgorszy dzień w moim życiu. Pierwszy oczywiście to śmierć matki.
Wtedy czułam ból, stratę, niechęć do życia. Dziś głównym uczuciem jest strach. Strach przed stratą bliskich. Powodem do sprowokowania Harry’ego i zmuszeniem go do oddania walki jestem ja. Jeśli nie ja to moi bliscy. Z tego co się orientuję to nie obchodzi ich rodzina Hazzy. To jedna z wielu rzeczy, których nie pojmuję. Może jest jakiś regulamin, który zabrania tykania rodziny walczącego.
Wstałam z samego rana. Nie mogłam zasnąć, bo kto normalny jest wstanie zasnąć kiedy jest przesiąknięty na wskroś strachem. Pół nocy się trzęsłam. Nie byłam w stanie zamknąć oczu. Przydałby się mój chłopak, który mówiłby mi, że wszystko będzie dobrze, gładząc mnie przy tym po plecach. Ale go nie było. Odwiózł mnie pod dom i zniknął.

Może chciał się przygotować do walki?

Podpowiada mi moja podświadomość. Na to wychodzi. Zwlekłam się z łóżka i weszłam pod prysznic, próbując zmyć ten cały ciężar z moich barków. Nawet zapewnienie Harry’ego, że będę mieć obstawę nie poprawia mi humoru. Zeszłam na dół gdzie byli już JJ i Charlie.
-Hej mała – przywitał mnie JJ.
-Cześć – powiedziałam ospale.
-Ktoś tu się nie wyspał – aleś ty spostrzegawczy Charlie.
-No, nie mogłam zmrużyć oka.
-Coś się stało?
-Nie nic. Po prostu, tak jakoś… no.
-Mhm.
-Chcesz śniadanie?
-Jasne.
Położył przede mną talerz z jajkiem sadzonym, bekonem i dwoma tostami.
-Smacznego.
-Dziękuje.

***

O trzynastej zadzwonił do mnie Harry.
-Mogę wpaść?
-Tak, muszę z tobą pogadać.
-Będę za piętnaście minut.

Jak powiedział tak było, przyszedł nawet wcześniej.
-Hej – pocałował mnie na przywitanie.
-Chodź na górę, muszę z tobą omówić kilka rzeczy.
-Okej.
-Otóż – zaczęłam kiedy byliśmy w pokoju. Zamknęłam drzwi i dołączyłam do Harry’ego na łóżku.
-Od czego zacząć?
-Jak twoja sprawa z Niall’em?
-Przeprosił mnie, ale i tak nie chce żeby był na Beatdownie.
-Czemu?
-Bo widok walki na niego źle wpływa. Rozkręca się kiedy na to patrzy.
-Okej…
-O której to?
-Zaczyna się o dwudziestej pierwszej. Finały są chyba o północy.
-Yhy. Dużo jest zawodników?
-Ośmiu. Są trzy rundy. W pierwszej są cztery starcia. Potem są półfinały i dwie walki, które typują finalistów, a w finale dwie osoby konkurują o miano najlepszego.
-Czyli każdy walczy 3 razy?
-Zależy czy się przejdzie. Ci co odpadną w pierwszej tylko raz.
-Masz zamiar dotrwać do finałów rozumiem?
-Jak najbardziej.
-Kto mnie pilnuje?
-Ren i Luke.
-Kto?
-Luke to mój przyjaciel, a Ren to mój były trener.
-Rozumiem.
-Nie będą cię spuszczać ze wzroku. Luke robi tam jako taki ochroniarz. Pilnuje czy nie ma zamieszek poza ringiem.
-Gdzie to jest?
-W starym hangarze, koło opuszczonego lotniska. Z dala od policji rzecz jasna. Najbliższy posterunek jest 20 kilometrów od hangaru, więc zanim dojadą to już nic tam nie będzie.

-No to cóż. Mogę ci życzyć jedynie powodzenia.



3 komentarze:

Anonimowy pisze...

Czemu taki krótki, jeny nie mogę się już doczekać walki no i oczywiście jakiejś fajnej scenki potem... Fajnie chociaż raz mogę skomentować pierwsza Duża BUŹKA. ")

Sky Branks pisze...

Świetny rozdział :)
Trzymam kciuki za Harrego :3
Buźka, @xAgata_Sz .xx

Julia Bilska pisze...

Jejku jaki cudowny *.* ♥♥♥ Kocham ♥♥