środa, 2 lipca 2014

Rozdział 41: "Muszę ci coś powiedzieć"

-Wszystko będzie w porządku – uspokoiła mnie pielęgniarka – parę stłuczeń i rozcięty łuk brwiowy. Do wesela się zagoi – uśmiechnęła się.
-Dziękuje, uspokoiła mnie pani.
-Co się właściwie stało? – popatrzyłam na chłopaka siedzącego na kozetce. Rozszerzył oczy, a jego ręka zaczęła się trząść.
-Nie mam zielonego pojęcia – skłamałam – Wyszłam się przewietrzyć na przerwie i znalazłam go w pół przytomnego na chodniku.
-A ty pamiętasz chłopcze?
-N-nie. Pamiętam tylko silny ból z tyłu głowy i upadek.
-Ktoś go musiał napaść. Masz przy sobie portfel?
-Nie.
-Czyli cię okradli – podsumowała młoda kobieta w białym kitlu – Musisz być bardziej ostrożny.
-Dziękuje za pomoc.
-To moja praca – uśmiechnęła się – jeśli w przeciągu tygodnia ból nie zniknie, skieruj się do szpitala, a teraz zmykajcie na lekcje – usiadła za biurkiem.
-Do widzenia – odparliśmy równocześnie. Ciemnowłosy otwarł mi drzwi, a ja skinieniem głowy podziękowałam i wyszłam.
-Opowiesz mi co się tam wydarzyło?! – warknęłam, kiedy zamknął drzwi.
-Nie mogę ci powiedzieć. Błagam zostaw mnie.
-Powiedz chociaż jak masz na imię – bąknęłam.
-Irwin. Jamie Irwin – zaczął się powoli oddalać. Nie zdążyłam go zatrzymać i zniknął mi z pola widzenia. Odmaszerowałam zdenerwowana do klasy gdzie właśnie miałam mieć angielski.
-Przepraszam za spóźnienie, ale pomagałam rannemu koledze.
-Dobrze – bąknęła pod nosem Pani Banks. – usiądź na miejsce. Zaraz zaczynamy klasówkę.
Super jeszcze tego mi brakowało. Wyciągnęłam podręcznik próbując się czegoś nauczyć, ale wiedziałam, że i tak było już za późno.

Przeżyłam klasówkę z godnością. Była stosunkowo łatwa, jak na panią Banks. Ponieważ była to ostatnia lekcja wyszłam ze szkoły, włócząc za sobą plecak. Rozejrzałam się w poszukiwaniu wysokiej sylwetki chłopaka z lokami. Po 5 minutowych oględzinach parkingu, ujrzałam go. Opierał się o swój samochód, a w ręce trzymał telefon. Pomachałam w jego stronę, a on uśmiechnął się szeroko na mój widok. Podbiegłam do niego i przytuliłam go owijając jego kark. Przyciągnął mnie do siebie, umieszczając ręce na moich biodrach, po czym pocałował. Przyciągając wzrok tłumu zaśmiał się głośno.
-Hej maleńka. Jak w szkole? – moja mina zrzedła.
-Umm, nie chce o tym gadać. To był wyczerpujący dzień.
-Wszystko w porządku?
-Tak.. tylko mam jedną prośbę.
-Słucham kochanie?
-Możesz nie dzwonić po Niall’a kiedy będą te walki.
-A co pokłóciliście się?
-To coś poważniejszego. Po prostu tego nie rób, okej?
-Jak sobie życzysz – uśmiechnął się i ucałował mnie w czoło.
-Właściwie to czemu dziś się spotykamy tak wcześnie?
-Muszę ci coś powiedzieć.
-Słucham?
-Ale nie tutaj. Zabieram cię na piknik – uśmiechnęłam się i usiadłam na miejscu pasażera.
-Gdzie ten piknik?
-Zobaczysz.
-Daleko to?
-Nie.
Jechaliśmy 15 minut, kiedy nagle zaczęła się żwirowa droga. Samochód zatrzymał się przy średniej wielkości jeziorze. Miejsce było oświetlone ogniskiem, a koło niego stał stół z 2 ławkami.
-Witam w moim osobistym raju – uśmiechnął się i podał mi rękę kiedy wychodziłam z auta. Harry wyciągnął koszyk z bagażnika i położył go na ławce. Wyciągnął z niego kwadratowy obrus w biało-czerwoną kratę. Usiadłam koło wiklinowego kosza i wypakowałam jedzenie. Były tam kanapki i 2 kartony soku. Zmieściła się również butelka wina.
-Będziesz pływać?
-Nie mam stroju.
-A kto powiedział, że potrzebny jest ci strój?
-Harry – zaczerwieniłam się – to miejsce publiczne.
-O którym wiem tylko ja. – ściągnął podkoszulek i rurki. – To jak?
-Zostanę na brzegu.
-Jak chcesz. – wskoczył do wody. Zaczęłam konsumować kanapkę, która była zaskakująco dobra. Czułam się samotnie na tym brzegu. Chciałam się do niego przytulić, a on woli pływać.
-Zimna jest woda? – spytałam podchodząc do brzegu. Stanęłam na drewnianej kładce i kucnęłam.
-Sama sprawdź – pociągnął mnie za rękę przez co wylądowałam w wodzie.
-Harry! – pisnęłam. – Nie mam ubrań na zmianę!
-Pożyczę ci moje. Mam jakieś w bagażniku. – chlapnęłam go wodą, a ten przyciągnął mnie do siebie.
-Nie dąsaj się mała – uśmiechnął się słodko. – ściągaj te ubrania i chodź ze mną popływać.
Włożył ręce pod moją bluzkę i uniósł ją ku górze. Rzucił ją na brzeg. Jego ręce powędrowały do guzika i rozporka. Ściągnął ze mnie spodenki i je również rzucił w stronę kładki. Objął moją talię i przyciągnął do siebie. Położyłam ręce na jego ramiona.
-Podoba ci się tu?
-Jest zjawiskowo – uśmiechnęłam się i pocałowałam go.

Siedziałam otulona kocem na ławce i zajadałam kanapkę. Harry siedział obok mnie i przytulał.
-Co chciałeś mi powiedzieć? – w końcu zapytałam.
-Walki są za dwa dni. – otworzyłam szerzej oczy.
-Oo..
-Spokojnie. Jestem przygotowany.
-To wcale nie jest pokrzepiające.
-Przepraszam.
-Boje się. – wtuliłam się bardziej w jego tors.

-Ja też.


Dziękuje za 14 tysięcy wyświetleń ♥♥♥
ODDAJ GŁOS W ANKIECIE PO PRAWEJ STRONIE    --->

7 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Jezu dlaczego taki krótki i tak długo muszę czekać na kolejny. Przestańcie robić te tortury.:)

kasia zielonooki pisze...

super ;)

Sky Branks pisze...

Cudowny rozdział :)
Buziaki, @xAgata_Sz .xx

Hazzelnuts Louiego pisze...

Nie bój żaby słońce x
Rozdział 42 prawie skończony ;) Spodziewaj się go jutro :P

Anonimowy pisze...

Czekam:)

Julia Bilska pisze...

Jaki cudowny rozdział *.* ♥♥ Czekam na next ♥♥

Anonimowy pisze...

Gdzie jest next... dawaj szybko;buziaki:)