czwartek, 1 maja 2014

Rozdział 26: "Kurs"

Ze snu wyrwała mnie wkurzająca melodyjka, która oznacza, że ktoś dzwoni. Musze w końcu zmienić ten idiotyczny dzwonek…
-Halo?
-Hej, Ruby. Masz jakieś plany na dziś?
-Harry, dopiero wstałam.
-Jest już dwunasta. Myślałem, że o tej porze moja księżniczka już od dawna się obudziła.
-Ehh, nie wiem czy mam jakieś plany. Dawno nie widziałam się z Alice.
-No weź. Wczoraj wróciłaś z wycieczki. Nie miałem cię przez tak długo.
-Zadzwonię do niej i spytam czy się dziś spotykamy.
-Jak chcesz.
-Pa Harry.
-Pa.
Przetarłam leniwie oczy i odłożyłam telefon. Wstałam z łóżka i spojrzałam na zegar wiszący na ścianie. Faktycznie jest dwunasta. Nie byłam aż tak zmęczona, chyba. Kiedy się już odświeżyłam i zjadłam śniadanie, weszłam z powrotem na górę. Pościeliłam idealnie łóżko jak to miałam w zwyczaju. Z nie chęcią popatrzyłam na plecak pełen książek i zadań. Już wole zadzwonić do Alice.

-No witam. Ktoś sobie przypomniał o mnie.
-Hej Ali.
-No hej.
-Przepraszam, że cię olewałam, ale naprawdę byłam zarobiona.
-No już dobra.
-Robisz coś dziś?
-Zapisałam się na kurs tańca i dziś jest pierwsza lekcja. Niestety spędzę ją samotnie, bo kiedy poprosiłam Rad o towarzyszenie, zaśmiała się.
-Nie mam kiedy indziej wolnej chwili.
-To chodź ze mną na te zajęcia!
-Ale ja nie umiem tańczyć…
-Ruby, od tego są te zajęcia. Żeby się nauczyć!
-No nie wiem.
-No proszę! Przynajmniej będziesz mieć pretekst dla Harry’ego.
-Um, no dobra.
-Boże! Wreszcie spędzimy trochę czasu!
-Kiedy to się zaczyna?
-O szesnastej po ciebie przyjdę. Ten kurs jest w tutejszej Akademii Sztuki. Nie zapomnij włożyć czegoś wygodnego!
-Okej. To cześć.
Usłyszałam dźwięk oznaczający zakończenie rozmowy. Było jeszcze sporo czasu do rozpoczęcia tego całego kursu. Z jednej strony cieszę się, że w końcu spędzę czas z przyjaciółką, a z drugiej się trochę obawiam. Dawno nie tańczyłam. Tak, dokładnie. Kiedyś tańczyłam. Kiedy mama jeszcze żyła. Kochałam tańczyć. Pamiętam nawet jak mama brała mnie do sklepu, a ja wywijałam całkiem nieźle między półkami z towarem kiedy leciała moja ulubiona piosenka. W końcu postanowiła mnie zabrać na zajęcia. Wytrwale w nich uczestniczyłam, ale kiedy jej zabrakło wszystko się zmieniło. Mój zapał, marzenia wyparowały. Zostało tylko to co umiałam.
Napisałam Harry’emu sms’a, że jest mile widziany teraz w moim domu, bo mam czas. Niech przyjdzie przed kursem. Może się od stresuje, czy coś.
Kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi, ruszyłam w stronę wejścia i spojrzałam przez wizjer. Ujrzałam brązową czuprynę mojego chłopaka. Pośpiesznie otwarłam mu drzwi i mocno się do niego przytuliłam.
-Hej mała. To powiedz jakie masz te plany na dziś?
-Idę z Alice na kurs tańca.
-Niby jakiego?
-Chyba Hip-hop. Wiem, że Ali strasznie kręcą takie klimaty, więc jestem pewna, że chodzi o ten taniec.
-Chciałbym cię zobaczyć jak kręcisz tyłkiem, ale wątpię, że jest tam wstęp dla gapiów. – zaśmiał się lekko po czym przyciągnął mnie do swojej klaty.
-Na pewno nie ma czegoś takiego! – uderzyłam go lekko w ramię i zachichotałam kiedy wykrzywił twarz w udawanym grymasie.
-A szkoda – uśmiechnął się ukazując szereg idealnie białych zębów.
-To co robimy?
-Nie wiem, a co chcesz? – zbliżył się do mnie, a na jego twarz wkradł się cwaniacki uśmiech.
-Różne rzeczy… - odwzajemniłam uśmiech i wbiłam palec w jego umięśniony tors.
-Mam pomysł – oblizał dolną wargę – jest ktoś w domu?
-Nie, a co?

Ponownie się do mnie zbliżył i chwycił mnie w talii. Dobrał się do mojej szyi zostawiając na niej liczne malinki. Chwyciłam jego kark, a jego usta przeniosły się na moje, złączając je w pocałunku. Chwycił moją dolną wargę w zęby i pociągnął. Kiedy ją puścił ponownie zaczął mnie całować.







*jeśli przeczytałaś/eś = zostaw komentarz*

1 komentarz:

Julia Bilska pisze...

Jezu jaki on cudowny *.* :*