sobota, 26 kwietnia 2014

Rozdział 25: "Jak tam wycieczka?"

Wybiegłam z autobusu mając nadzieje, że w pobliżu ujrzę Harry’ego. Odstawiłam ciężką walizkę na płytki i ciężko westchnęłam. Nigdzie go nie widziałam. Usłyszałam jak drzwi autobusu się zamykają, a maszyna odjeżdża. Obróciłam się jeszcze w stronę brudnego pojazdu i uśmiechnęłam się do koleżanek, które w nim siedziały. Włożyłam na nos okulary przeciwsłoneczne i poprawiłam włosy, które uporczywie zasłaniały mi widok. Odchyliłam głowę i zobaczyłam wysoką sylwetkę opierającą się o samochód.
-Ruby! – krzyknął kiedy w końcu mnie zobaczył. Zaczął zmierzać w moją stronę z szerokim uśmiechem na twarzy.
-Hej! – odwzajemniłam uśmiech i przytuliłam go.
-Jak tam wycieczka?
-Całkiem ciekawie. Było strasznie gorąco, a koło domu mieliśmy sztuczne jezioro i … - przerwałam – Harry?
-Tak? – potrząsnął głową wyrywając się do końca z zamyśleń.
-Wszystko w porządku? – uniosłam jedną brew.
-Tak, zamyśliłem się…
-Aha.
-Wracamy do domu?
-Tak, proszę. Marze teraz o moim miękkim łóżku. Mam Dość na najbliższe 10 lat namiotu i śpiwora.
Wziął moją walizkę i wpakował do bagażnika. Usiadłam na miejscu pasażera. Oparłam głowę o szybę i zamknęłam oczy.
-Bardzo jesteś zmęczona? – zapytał wsiadając do samochodu.
-Nie. Wyspałam się, ale mięśnie mnie bolą.
-Oh – włączył silnik i kierował się do mojego domu. Chyba.
Wyciągnęłam telefon i odblokowałam go z zamiarem zadzwonienia do JJ.
-Co robisz?
-Dzwonie do brata.
Wybrałam jego numer i wcisnęłam przycisk ‘zadzwoń’.
-Halo?
-Hej Jamie. Jesteście w domu?
-Tata jest w pracy, a ja jadę do Cat.
-Okej.
-Masz klucze, nie?
-Nie.
-Pod wycieraczką jest zapasowy. – zniżył głos jakby bał się, że ktoś usłyszy.
-Okej.
-Jakbyś go nie znalazła to znaczy, że tata przełożył go do doniczki – zaśmiał się słabo.
-No dobra. Pozdrów Cat – uśmiechnęłam się.
-Spoko. Pa mała.
-Pa – odłożyłam telefon od ucha i rozłączyłam się. Włożyłam urządzenie do kieszeni. Ponownie oparłam czoło o chłodną szybę.
-Nie wiedziałam, że masz samochód.
-No widzisz.
-Całkiem fajny jest.
-Może i stary, ale nie mam serca dać go do zmiłowania, biorąc pod uwagę to, że działa świetnie. – mówi ‘podkreślając’ ostatnie słowo.
Po 15 minutach samochód Harry’ego stał już pod moim domem. Wziął mój bagaż i odstawił go kiedy wszedł do mojego domu. Wczołgałam się na górę schodów. Moje mięśnie przy każdym ruchu, nawet najmniejszym mnie bolały. Walnęłam się na łóżko ze zmęczenia.
-Nie rozpakowujesz się?
-Daj. Mi. Spokój.
-Okej, okej.
Usiadł koło mnie i zaczął gładzić moje plecy. Mruknęłam z zadowolenia. Jego dłoń błądziła po moim ciele, zawsze zwalniając kiedy był blisko mojego tyłka. Odetchnęłam głęboko kiedy poczułam niekomfortowe motylki w moim brzuchu. Było to całkiem przyjemne, może nawet za bardzo.
Mój pokój był zdewastowany. Tak to jest kiedy pakuje się walizkę w ostatniej chwili. No, ale niby kiedy miałam ją spakować? W ostatniej chwili dowiedziałam się, że zwolniło się miejsce. Musiałam to posprzątać, ale nie teraz. Powolne ruchy Harry’ego sprawiały, że moje powieki były ciężkie. Mimo wczesnej pory usypiałam. Czułam się odprężona, a spięte mięśnie powoli się rozluźniały. Gdyby ktoś w tym momencie przerwał tą cudowną chwilę, rozszarpałabym go na malutkie kawałeczki, zdeptała i zakopała. Mimo tej sadystycznej myśli po chwili usnęłam.


*jeśli przeczytałaś/eś = zostaw komentarz*

  

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

Fajny. rozdział. Mi też egzaminy całkie dobrze. ale najgorzej przyrodnicze. ugh/
Kisses
Mona

Hazzelnuts Louiego pisze...

oo tak. Mi też...

Julia Bilska pisze...

Awwww cudowny *.*