niedziela, 23 marca 2014

Rozdział 17: "Chyba, dam ci szansę"

Harry's POV:


Obudziłem się z strasznym bólem głowy. Przecierając oczy usiadłem na łóżku. Chwila, to nie mój pokój. Szybko się rozejrzałem  i zobaczyłem drobne ciało leżące po drugiej stronie łóżka. Pojedyncze pasma zakrywały jej twarz. Ruby…
-Dzień dobry – powiedziała, siadając na łóżku.
-Co się wczoraj stało? – spytałem pocierając skronie.
-Wracając wczoraj do domu po imprezie, straciłeś przytomność przez bójkę z Niall’em i nadmiar alkoholu we krwi.
-Jak się tu znalazłem?
-Mimo oporów mojego brata, wniósł cię tu.
-Przecież to nie jest mój pokój – powiedziałem rozglądając się po wnętrzu pomieszczenia.
-Nie, bo to mój – wstała z łóżka i otwarła szafę wyciągając z niej ubrania.
-Zaraz wracam, idę się odświeżyć. Nie rób nic głupiego. – skinąłem głową na jej słowa.
Oparłem się o wezgłowie łóżka. Byłem w samych bokserkach. W głowie pojawił mi się obraz rozbierającej mnie Ruby. Jej drobne rączki jeżdżące po moim ciele…
-Ugh, ogarnij się Harry. – Boże, a na dodatek gadam do siebie.
Przeleciałem oczami po pokoju i zauważyłem ubrania zawieszone na krześle. Wstałem i ubrałem spodnie. Pod światłem dziennym siniaki na moim torsie były bardziej widoczne. Moja dłoń była owinięta bandażem. Niemożliwe, że ten cienias pobił mnie, aż tak dotkliwie. Mam nadzieje, że jest również nieźle poturbowany, bo nie pamiętam nic co się wczoraj zdarzyło. Przejechałem drugą dłoniom po włosach, chcąc przywrócić je do ładu. Drzwi do pokoju się otworzyły, a przez nie weszła Ruby w mokrych włosach. Miała na sobie krótkie szorty i bluzkę odsłaniającą kawałek jej opalonego brzucha.
-Chcesz coś do picia?
-Czemu mi pomogłaś? – zapytałem znienacka.
-Nie mogłam cię zostawić na środku chodnika, krwawiącego, a do tego nie przytomnego. To nie w moim stylu.
-A co z Niall’em?
-Ma się dobrze. – zesztywniałem – opiekuje się nim Alice.
-Aha.
-No – powiedziała odkładając piżamę do szafy.
-To może ja już lepiej pójdę.
-Zostań. Charlie robi nam śniadanie.
-Kto?
-Mój ojczym.
-To bardzo miłe z jego strony, ale nie chce się narzucać. W końcu jeszcze nie zdecydowałaś się i …
-Harry. – przerwała mi.
-Co?
-Ja-ja… chyba, dam ci szansę.
-Co? Czemu? – odpowiedziałem zszokowany, ale jednocześnie szczęśliwy w duchu.
-Nie wiem. Przekonałeś mnie wczoraj.  To jak się rzuciłeś na Niall’a. Nie żebym pochwalała to zachowanie, ale chodziło ci o mnie. Jeszcze nikt tego dla mnie nie zrobił. Może to brzmieć dziecinnie, ale..
-Wow.
-Nie cieszysz się? – powiedziała ze smutkiem.
-Rue. Cieszę się i to nawet nie wiesz jak bardzo. – zbliżyłem się do niej.
-Tylko nie bij się z Niall’em więcej. Jest jednak moim przyjacielem i nie chcę – przerwałem jej, przykładając moje usta do jej.  Objąłem jej twarz moimi dłońmi. Przyjęła pocałunek, ale zaraz się odsunęła.
-Co jest?
-Zwolnij. Muszę się przyzwyczaić.
-Do czego?
-Jeszcze wczoraj cię nienawidziłam.
-A no tak.
Zaśmiała się lekko.
-Hej, Rue. – do pokoju wszedł jakiś chłopka. Jeśli się nie mylę kiedyś mi przywalił.
-Śniadanie gotowe. – dodał.
-Dzięki Jamie. Zaraz zejdziemy.
-Kto to był? – zapytałem kiedy chłopka wyszedł.
-Mój przyrodni brat.
-Yhym.
Puściłem jej twarz i podszedłem do krzesła, na którym wisiała moja bluzka. Ubrałem ją na swój posiniaczony tors. Jęknąłem przez ból wywołany rozciągnięciem się i chwyciłem się za brzuch.
-Jesteś trochę poturbowany, ale lekarz powiedział…
-Co, jaki lekarz? – przerwałem jej.
-No był tu, żeby cię zbadać.
-Dlaczego wezwałaś lekarza? – zapytałem wkurwiony. Chyba to wyczuła, bo lekko się wzdrygnęła.
-Nie wyglądałeś najlepiej i …
-I dlatego wezwałaś lekarza?!
-Bo wyglądałeś okropnie, cały we krwi i siniakach. Bałam się, że coś ci się stało! – złagodniałem, kiedy zobaczyłem jak lekko się trzęsie.
-Um… Przepraszam.
-Za co? – zapytała drżącym głosem.
-Za to, że się wkurzyłem. Nie powinienem. Chciałaś mi tylko pomóc. – spuściłem głowę.
-No dobra. Chodźmy na dół. – przeszła przez drzwi, a ja chwyciłem ją za nadgarstek odwracając do siebie.
-Naprawdę przepraszam – powiedziałem po czym obdarowałem ją czułym pocałunkiem. Rozchyliła lekko wargi co wykorzystałem i wsunąłem język. Jeszcze chwilę poznawałem jej wnętrze, a potem odsunąłem się. Na jej twarzy pojawił się uśmiech i delikatny rumieniec. Zeszliśmy na dół gdzie siedziała gromada ludzi. Jej brat, ojciec, Alice i… Ugh, Niall. Spiorunowałem go wzrokiem kiedy na mnie spojrzał.
-Po co on tu jest? –wyszeptałem Ruby do ucha.
-Ma takie same prawa jak ty.
Usiedliśmy naprzeciwko nich. Nałożyłem sobie na talerz dwa naleśniki i polałem je syropem. Prawie cały czas Niall patrzył na Rue, co zaczęło mnie denerwować. Wolna dłoń powędrowała na kolano Ruby. Uśmiechnęła się i położyła dłoń na moją.
-Wyspałaś się? – zapytał ją ojczym.
-Tak. Dzięki, że pytasz. – uśmiechnęła się lekko.
Kiedy zjedliśmy powiedziała, żeby poszedł do jej pokoju, a ona zaraz tam przyjdzie.


Alice's POV:

Kiedy Harry leniwie skierował się na górę obsypałam  Ruby tysiącami pytań.
-I jak? Co się stało?
-A co by miało być? Póki co po prostu mu przebaczyłam.
-Całowaliście się?
-Alice ja…
-I jak było? Podobało się?
-Mów co z Niall’em? – zmieniła temat.
-No spaliśmy w pokoju gościnnym. Na szczęście są tam dwa łóżka. Trzyma się dobrze. Nic wielkiego mu się nie stało ma podbite oko i trochę poturbowany tors, ale biorąc pod uwagę obrażenia Harry’ego, to nic.
-No, Niall nieźle go poturbował. Miał przewagę, bo Harry był nieźle zchlany.
-Wiedział, że tu jesteśmy?
-Nie powiedziałam mu.
-Zabijał Niall’a wzrokiem, kiedy on na ciebie patrzył.
-Widziałam. – przestąpiła nerwowo z nogi na nogę.
-Nie oczekuje, że się pogodzą, więc, albo trzymaj ich na dystans, albo, z któregoś zrezygnuj.
-Nie! Niall to mój przyjaciel, a Harry …
-Wiem. Nie musisz mówić. Lepiej pogadaj z Niall’em.
-Wiem, że mam z nim pogadać…
-Będziesz miała ciężki dzień. Miliony pytań słodziutka – powiedziałam na odchodne.

Ruby's POV:

Skierowałam się do swojego pokoju. Wolałam pogadać z blondynem innym razem. Kiedy weszłam Harry siedział na łóżku i przeglądał coś na swoim telefonie.
-Sorry, że tak długo, ale gadałam z Alice.
-Okej – powiedział nie odrywając oczu od ekranu.
-To co robimy? – zapytała zdezorientowana.
-Nie wiem. – wciąż nie odrywał wzroku od telefonu.
-Harry.
-No co? – wreszcie spojrzał na mnie.
-O co ci chodzi?
-O nic. – wstał i podszedł do mnie.
-Nie całą godzinę temu powiedziałam ci, że dam ci szansę, a ty siedzisz z nosem w telefonie.
-To nie tak Ruby.
-A jak? – odsunęłam się instynktownie, kiedy się zbliżył.
-Nie zrozumiesz. – położył ogromne ręce na mojej tali i przyciągnął mnie do siebie.
Oparłam ręce o jego tors żeby go odepchnąć, ale nawet nie drgnął. Jedną rękę położył na moim policzku, a drugą wciąż trzymał na biodrze.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę – powiedział poczym mnie pocałował. Znowu. Jęknęłam rozchylając lekko wargi co wykorzystał i włożył język. Zaczął bawić się moim. Chwyciłam jego policzki kiedy zaczął się cofać. Usiadł na łóżku, a ja na jego kolanach. Tak na niego napierałam, że położył się nie przestając mnie całować. Jeździł rękami po moich plecach przez co wydobywały się ze mnie mruknięcia.
Nagle usłyszałam ciche pukanie do drzwi i szarpnięcie za klamkę. Na szczęście drzwi były zamknięte.
-Ruby? – odezwał się głos Niall’a zza drewnianej płyty. Przysięgam, że mogłam poczuć jak się spina. Wstałam i poprawiłam włosy poczym otwarłam drzwi.
-Tak?
-Chciałbym pogadać.
Usłyszałam kroki, a drzwi zostały szerzej otwarte.
-Czego kurwa? – powiedział Harry przyciągając mnie do swojego torsu.




*Jeśli przeczytałaś - zostaw komentarz*

7 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Świetne kochana <3

Julia Bilska pisze...

A może by tak 18i 19 one są świetne . Prosimy :-* *.*

Anonimowy pisze...

Woow , nie spodziewalam sie takiego obrotu spraw :* Rozdzial swietny ! :3 // Vici

Wasp K pisze...

ZAPRASZAM! TŁUMACZENIE FF!

[...] profesor McKenney nie będzie w stanie uczyć kursu w tym semestrze. Na jego miejsce wstąpi jego asystent pan H. Styles.

sonata-fanfiction.blogspot.com

Anonimowy pisze...

Wreszcie razem! Czekam na kolejny! :) ^^

Anais Beerd pisze...

Ale zwrot wydarzeń. Niesamowite !!! :D

Anonimowy pisze...

Daaaalej!!!!!!