środa, 29 stycznia 2014

Rozdział 6: "Dziwny dzień w pracy"


Wciąż znajdowałam się za ladą w kawiarni. Siedziałam już tam bite 3 godziny. Nerwowo spoglądałam na zegarek. Napięcie, które mi towarzyszyło można było kroić nożem i sprzedawać na kilogramy... Harry obecnie zajmował się klientami. Starałam nie spoglądać w jego stronę, by uniknąć rumieńca na mojej twarzy, ale i bez tego wyglądałam jak burak. Ponownie popatrzyłam na zegar wiszący na drzwiami kawiarni. Boże zaraz będzie 20:00, jeszcze 5 minut i kończę zmianę, znaczy Harry kończy, bo to ja zamykam budynek. Zrobiłam głęboki wdech. Wypuściłam powietrze z płuc. Usłyszałam wibracje mojego telefonu wydobywające się z kieszeni fartuszka. Wyciągnęłam telefon i ujrzałam sms'a.
 Co?! Harry?! Kiedy on?! Co?! 
Spojrzałam w jego stronę. Na jego twarzy pojawił się cwaniacki uśmieszek. Czułam jak oblewa mnie rumieniec. Ponownie popatrzyłam na telefon i otworzyłam wiadomość.

 Słyszałam ja zachichotał w tle kiedy otwarłam wiadomość.


Skierował się do kuchni aby przekazać zamówienia kucharzowi.


obrzydzeniem na twarzy odsunęłam się od płaskiej powierzchni na co usłyszałam przytłumiony chichot wydobywający się zza drzwi.

Nim się obejrzałam, godzina zamknięcia wybiła. Kiedy ostatni klient opuścił budynek zamknęłam drzwi. Rozejrzałam się po kawiarni. Nie ujrzałam Harry'ego. Najprawdopodobniej siedział dalej w szatni dla personelu. Z przymusu skierowałam się w stronę pomieszczenia gdzie najprawdopodobniej był Styles.
***
Jak się spodziewałam był tam Harry, ale wyobrażałam, że będzie ubrany. Stał na środku szatni w samych bokserkach najprawdopodobniej przebierając się z uniformu na normalny strój.
-Nie mogłeś skorzystać z przebieralni? W końcu od tego są.
-Po co? Przecież jesteśmy tylko my.
-Nie pomyślałeś, że nie mam zamiaru patrzeć na twoje obnażone ciało?
-Przecież mam bokserki- zaśmiał się cwaniacko.
-No waśnie w tym sęk…
-Mam je ściągnąć? Dobra – mówi chwytając za gumkę od bokserek i powoli je obniżał.
-NIE! STÓJ! PRZESTAŃ! – zakryłam oczy rękoma.
-Przecież tylko żartuję- słyszałam niski śmiech.
-Ugh, ubierz się – skierowałam się w stronę mojej szafki, wyciągnęłam z niej rzeczy i bez słowa skierowałam się w stronę jednej z przymierzalni.
Harry's POV:
Naciągnąłem na siebie spodnie i skierowałem się w stronę przymierzalni gdzie była Rub. Lekko zapukałem na co zagregowała ostro.
-Czego?!
-Jezu Rub, uspokój się. Chciałem przeprosić.
-C..co? –zakała się. Uchyliłem drzwi i wszedłem do jej przymierzalni. Była w szortach i samym staniku. Widziałem, że ją zatkało, więc jedyne co z siebie wydusiła to ciche jęknięcie, po czym podniosła ręce by zasłonić nagie ciało.

Musiałem przyjąć nową taktykę, nie? Na chamskiego zboka nie poleciała. Sexy romantyk - włączony.
-Przepraszam – objąłem jej twarz dłońmi i schyliłem się by ją pocałować. Delikatnie manewrowałem językiem w jej wnętrzu. Co chwilę słyszałem ciche mruczenie wydobywające się z jej ust. Stała jak kołek wbity w ziemie. Moje ręce opuściły jej twarz. Nie przestawałem jej całować. Chwyciłem jej nadgarstki i umiejscowiłem je na moim karku, po czym chwyciłem ją w tali. Złączyłem nasze ciała. Czułem jak ciężko oddychała. Zbliżyłem do niej moje kroczę na co się wzdrygnęła.
-Tak właśnie na mnie działasz – powiedziałem po czym znów złączyłem nasze usta.  Czułem, że sprawiam jej przyjemność, ale upojną chwilę przerwał jej wibrujący telefon. Ponownie rozłączyłem nasze usta, poczym wygrzebałem telefon z jej torby i odebrałem.
-Halo! –wrzasnąłem.
-Ha..Harry? – usłyszałem jąkającą się dziewczynę na linii. – Um, nie wiem czemu odbierasz jej telefon, ale czy mógłbyś mi ją podać. – powiedziała trochę pewniej.
-W jakiej sprawie? – zobaczyłem jak Ruby marszczy brwi.
-Um, to już moja sprawa Styles, a teraz proszę daj mi ją do słuchawki. – podałem dziewczynie telefon z irytacją wypisaną na twarzy.
-Ha..halo? – odpowiedziała do słuchawki. – Um, nie Ali nie jestem u niego…. Gdzie? Um, w kawiarni….. Był bliżej telefonu….. Nie, nie musisz wpadać, dam sobie radę….. Ugh, dobra to do jutra…. Nie, nie przerwałaś mi w niczym ważnym. – zmarszczyłem brwi – Dobra Ali, muszę kończyć…. Pa… Powiedziałam pa Ali.
-Ali? – spytałem z lekką irytacją, a ona odłożyła swój telefon do torby.
-Tak, moja przyjaciółka. Alice. – nie musiałem pytać o co ją pytała, bo słysząc odpowiedzi Rub na jej pytania można było się domyśleć.
-Ma niezłe poczucie czasu – podniosłem kącik ust.
-Tak to jedna z jej…- przerwałem ponownie ją całując. Mój język penetrował jej wnętrze. Sięgnąłem jedną ręką na jej biodro powoli zjeżdżając w dół. Jedną rękę położyła na moim policzku poczym drugą ponownie umieściła na moim karku. Zjechałem na udo i jedną i drugą rękom, poczym delikatnie uniosłem się do góry przybijając ją do ściany. Oplotła mój pas nogami. Jęknęła cicho wbijając paznokcie w mój kark. Skrzywiłem się lekko.
-Przepraszam – mówiła przez urwany oddech.
-Nic się niestało – podniosłem kącik ust.
-Harry…
-Tak?
-Powinnam już iść..
-Czemu?
-Jest późno, ojczym będzie się o mnie martwił…
-Ehh.. Odwieść cię?
-Jeśli to nie będzie problem, bardzo chętnie.
-Nie, nie będzie – uśmiechnąłem się odsłaniając szereg białych zębów.
-Czego się szczerzysz?
-Jeszcze godzinę temu widziałeś we mnie obrzydliwego zboczeńca, który marzy tylko o tym, żeby cię ostro wyruchać.
-Um, może nie do końca w taki sposób, ale podobnie…
-No właśnie, a teraz obściskujesz się ze mną w przebieralni dla personelu, przybita do ściany, pół naga i najwyraźniej ci się to podoba..
-Nigdy nie byłam tak otwarta na chłopaków.
-Czemu?
-Bo, no bo…. Nie ufam im…
- A mi ufasz?
-Chciałabym, ale…
-Ale co?
-Ledwo cię znam. Jaką mam pewność, że mnie nie zranisz po tym jak się trochę bardziej otworzę?
-W sumie to żadną …
-No właśnie… A do tego jeszcze ta twoja opinia…
-Jaka opinia?
-Podrywacza. Chłopaka, który nie wie co to miłość. Chłopaka, który po wyruchaniu dziewczyny zostawia ją, i nie czuje potrzeby, żeby wrócić i ją przytulić, żeby czuła się kochana.
-Przyznam, że mimo iż to zabolało, to jest prawdą..
-Czyli odejdziesz? – ściągnęła nogi z mojego pasa kładąc je na zimną podłogę.
-Ruby jeśli mam być szczery to…
-To?
-To z tobą jest inaczej.
-To znaczy?
-Jeszcze nigdy nie czułem czegoś do dziewczyny. Zanim cię poznałem, to zarywałem do dziewczyny, do której nic nie czułem. Po prostu, bo była laską. Ale nie wiem czemu z tobą naprawdę jest inaczej…
-Nie jestem laską? – zachichotałem.
-Jesteś i to jak ostrą.
-Po pierwsze to nie prawda, a po drugie to co jest inaczej?
-Jesteś i szczerze nie wiem. Przy tobie czuje się inaczej…
-Znamy się dopiero parę dni..
-Ale od tamtej chwili w parku, tej pierwszej nie mogę przestać o tobie myśleć.
-Schlebia mi to Harry, ale nie znam cię prawię w ogóle…
Ruby's POV:
-Schlebia mi to Harry, ale nie znam cię prawię w ogóle… - zaczerwieniłam się. Moje ręce opuściły jego kark i nałożyłam na siebie luźny T-shirt zakrywający do połowy moje szorty.
-Nie naciskam, ale możemy to zmienić.
-Cieszy mnie, że tak do tego podchodzisz – mój rumieniec się powiększył. Przewróciłam oczami poczym umiejscowiłam je na jego opalonym i wytatuowanym torsie.
-Teraz ci nie przeszkadza, że jestem nagi?
-Może troszeczkę..
-Okey, idę po koszulkę. – wyszliśmy z szatni. Harry naciągnął na siebie niebieską bluzkę ze znakiem Superman’a na środku i schował swój uniform do szafki. Powtórzyłam jego ruchy. Upewniłam się, że Drzwi są zamknięte i ruszyliśmy w stronę tylniego wyjścia. Szliśmy po prawie opustoszałym centrum w stronę wyjścia. Harry splótł nasze ręce. Przyznam się, że mnie to zaskoczyło, ale podobało. Jednak coś w środku mówiło, że nie powinnam. W końcu tak niedawno brzydziła mnie jego osoba. Naglę przed nami jak z procy wylecieli Ali i JJ.
-Co tu się kurwa dzieje!?

* jeśli przeczytałaś - zostaw komentarz *

5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Pisz dalej nie mogę się doczekać i zapraszam do mnie http://papierowemotyle.blogujaca.pl/

Anonimowy pisze...

Ja czytam. Ale nie wstawiaj posty ze względu na komentarze bo nawet dla jednej osoby warto pisać.
Kisses
Mona Paradise

Anonimowy pisze...

Ja czytam. Pisz bo warto nie ważne dla ilu osób.
Kisses
Mona Paradise

Julia Bilska pisze...

za******** rozdział anonim ma racje pisz my czytamy bo jest co . Uwielbiam *.*

Anais Beerd pisze...

Mona ma rację