niedziela, 17 sierpnia 2014

FORGET a sequel of Invincible

FORGET a Harry Styles fanfiction

OPIS:
Historia Ruby Hamblett, nastoletniej dziewczyny, która po śmierci matki przeprowadziła się wraz z ojczymem - Charlie'm i przyrodnim bratem - Jamie'm do Bristolu gdzie mieszka jej przyjaciółka Alice poznana przez internet. Spotyka tak chłopaka o imieniu Harry, który mimo niebezpiecznego zajęcia zawraca jej w głowie.
Kiedy nadchodzi dzień walki dziewczyna zostaje brutalnie pobita przez rywali Harry'ego i traci pamięć. Rue po przebudzeniu nie pamięta co się stało, a co gorsza nie pamięta kim jest Harry. Chłopak postanawia wyjechać, żeby ponownie jej nie krzywdzić. Zostawia rodzinę, przyjaciół i znika z ich życia.

Ruby postanawia zapomnieć o tajemniczym lokatym i po ukończeniu szkoły żyje w spokoju z rodziną
Ale czy on będzie w stanie zapomnieć?
Czy ona sobie go przypomni?
Czy będą razem?
Dowiesz się tego czytając Forget!

Zwiastun:

niedziela, 27 lipca 2014

Epilog

Ed Sheeran - Photograph


-Kto to był? – pyta Ruby.
-Nikt ważny – szlocha Alice.
-Czemu powiedział, że się ze mną żegna?
-Po prostu zapomnij – mówi JJ.
Nagle do sali wchodzi Niall.
-A ty to kto?
-Nie pamiętasz mnie?
-Straciła pamięć krótkotrwałą. – tłumaczy Charlie.
-Niall, twój przyjaciel.
-Świetnie. Może chociaż ty mi powiesz kim był ten chłopak, który tu był.
Ali macha przecząco głową kiedy blondyn na nią spogląda.
-To jest najmniej istotę. Jak się czujesz?
-Ugh! – warczy zdenerwowana – Dobrze dziękuje.
-Cieszę się – uśmiecha się i podchodzi żeby ją przytulić.

Mimo to Rue wciąż czuła pustkę, którą  spowodował zanik pamięci. Brakowało jej kogoś i tym kimś był Harry. Lecz ona o tym nie wiedziała i dla świętego spokoju postarała się zapomnieć o tajemniczym chłopaku w ciemnych lokach.
Żyła spokojnie o niczym nie wiedząc. Charlie i JJ usunęli wszystkie pamiątki związane z Harry’m.  Po miesięcznej rehabilitacji wróciła do szkoły i ukończyła rok z przyzwoitą średnią. Obecnie planuje naukę na studiach, ale pierwsze ma na uwadze rok przerwy żeby wszystko sobie poukładać.
Tymczasem Harry zamieszkał niedaleko wuja i pomaga mu w sklepie na pół etatu. Resztę czasu poświęca na treningu. Zrezygnował z walk, ale nie z dobrej kondycji. Jego noce są niespokojne. W każdym śnie ma przed oczami zakrwawioną Rue leżącą na ziemi w tej ślepej  uliczce. Budzi się z krzykiem każdej nocy, bojąc się czy aby na pewno wszystko z nią w porządku. Wiele razy chciał wsiąść w samochód i wrócić  do domu, rodziny. Do Ruby. Lecz myśl, że może ją  ponownie skrzywdzić powstrzymuje go.
Sprawa dotycząca pobicia Rue wciąż trwa. Nie złapali Sama, a Trevor’a nawet nie wzięli pod uwagę.

I tak się kończy pierwsza  część fanfiction pt. „Invincible”. Jeśli chcesz wiedzieć co będzie dalej odwiedź zakładkę „Sequel?!” i oddaj głos w ankiecie  po prawej.




Dziękuje wszystkim czytelnikom, że mogłam spędzić z wami ten cudowny czas. Mieliśmy  wzloty i upadki. Mi czasami doskwierał  brak weny, a wam niechęć do komentowania. Jednak cieszę się, że mogłam spędzić te wszystkie chwile z wami. Nie spodziewałam się, że to ff  odniesie taki sukces.
Dlatego proszę was tylko o 40 głosów. Jestem w stanie przedłużyć ankietę, ale to 40 głosów  MUSI  BYĆ. Zróbcie to dla mnie i oddajcie te głosy. To nie jest trudne, a mnie zmotywuję do napisania drugiej części.
Jeszcze raz dziękuję i zachęcam do oddawania głosów :)
Ily ♥


Rozdział 50: "Żegnaj"



Harry’s POV:

Dziś jest dzień kiedy mają wybudzać Rue. Kręcę się niespokojnie na krzesełku przed jej salą. Wbijam wzrok w palce i czekam. Niall i Alice poszli po kawę, a Jamie do kibla. Jestem tylko ja i ojciec Ruby.
-Może będziesz lepiej jak znikniesz z jej życia.
-Co?
-Dobrze słyszałeś.
-Czemu?
-To wszystko wydarzyło się, bo się z nią spotykałeś.
-Ja ją kocham.
-Jeśli ją kochasz to pozwól jej odejść – rozmowę przerywa nam lekarz.
-Już się obudziła. Jest w lekkim szoku, ale to normalne.
-Dziękujemy doktorze – odzywa się Charlie.
-Pozwól mi zostać z nią sam na sam.
-Dobrze. Pozwolę ci się z nią pożegnać. Tylko spróbuj jej coś zrobić.
Wchodzę i zamykam drzwi. Rue siedzi na łóżku szpitalnym i mnie lustruje wzrokiem.
-Jesteś JJ? – pyta?
-Nie. JJ to twój brat.
-Wiem, że jest moim bratem, ale nie pamiętam jak wygląda. W ogóle boli mnie głowa i nie wiem co się dzieje.
-Nie wiesz kim jestem?
-A powinnam?
-Lekarz mówił, że nie będziesz pamiętać co się stało. Nic nie mówił, że zapomnisz mnie.
-Więc kim jesteś?
I nagle mnie olśniło. Nie pamięta mnie, więc nie będzie cierpieć jak odejdę. To najlepszy sposób żeby zniknąć z jej życia.
-Nikim ważnym Rue, nikim ważnym.
-To co tu..
-Przyszedłem się pożegnać. Zapomnij, że mnie widziałaś. Żegnaj. – wyszedłem z pokoju zatrzaskując drzwi.
-Jak coś nie pamiętasz mnie. Zrozumiano? – mówię do Charlie’go. – Nikt ma jej o mnie nie mówić, wspominać mojego imienia. Dla niej nie istnieje.
-Nie pamięta cię?
-Waszych wyglądów też nie. Myślała, że jestem JJ.
-Co?
-Też mnie to zdziwiło. W każdym bądź razie, nie mów jej o mnie. Inni też nie mogą mówić. Przekaż im to.
-Gdzie idziesz?
-Jak najdalej.
Wybiegłem ze szpitala i wsiadłem szybko do mojego samochodu. Pojechałem szybko do domu.
-Gdzie jedziesz? – krzyczy moja mama, która jest w szoku.
-Uciekam. Daleko. Nie wiem, może pojadę do Marka – to mój wujek, dla sprostowania.
-A co z nami, co z Ruby?
-Ona mnie nie pamięta, miała wypadek i straciła pamięć. Nie chce jej znowu zniszczyć życia, dlatego z niego znikam.
-Oh kochanie – przytula mnie mocno. Odwzajemniam to, a ona szlocha w moją bluzkę.
-Pilnuj się, nie zapomnij o nas i idź pożegnaj się z Abbey. Tylko nie tak bezpośrednio.
-Dobrze.
Pukam lekko w drzwi do jej pokoju. Siedzi na łóżku i czyta książkę. Ma na sobie piżamę. Moja mała siostrzyczka. Zbiera mi się na płacz, ale muszę być twardy.
-Hej mała.
-Hej Harry!
-Muszę ci coś powiedzieć. – poprawia się na łóżku. Podchodzę do niej i kucam przed nią. Ujmuję jej malutkie rączki i ściskam.
-Muszę wyjechać.
-Co? Czemu? Gdzie?
-Do wuja Marka, bo muszę mu… pomóc.
-Coś się stało wujkowi?
-Nie, spokojnie. Po prostu chce pomocy w sklepie. Zwolnił kogoś i niemoże znaleźć nikogo na jego miejsce.
-Ooo…
-Dasz sobie radę beze mnie?
-Postaram się…
-Wierzę w was.
-Wrócisz kiedyś?
-Oczywiście!
-Trzymam cię za słowo – uśmiecha się słabo, a ja ją przytulam.
-Muszę iść się spakować – puszczam ją i idę do pokoju.
-Papa.
Wyciągam torbę sportową i pakuję do niej wszystkie ubrania, biorę telefon i kluczę. Pieniądze z wygranej pakuję w worek i wkładam do torby.
-Dzwoń czasami! – mówi mama przez szloch kiedy odpalam samochód. Macham jej porozumiewawczo i odjeżdżam. Widzę jak moja młodsza przytula mamę i płacze.
Muszę wyjechać. Dla dobra wszystkich będzie lepiej jak zniknę.

Żegnaj mamo.

Żegnaj Abbey.


Żegnaj Ruby, moja miłości.

czwartek, 24 lipca 2014

Rozdział 49: "To twoja wina!"

Harry’s POV:

Pojechałem do szpitala tak szybko jak mogłem. Przebrałem się, wziąłem swój telefon i samochód. Puchar wrzuciłem do bagażnika i przekazałem Luke’owi złą wiadomość o stanie Rue. Zaparkowałem auto na parkingu przy szpitalu. Wbiegłem do szpitala i podszedłem do recepcji.
-Gdzie mogę znaleźć Ruby Hamblett?
-Pan z rodziny?
-Jestem jej chłopakiem.
-Obecnie ma operacje. Możesz poczekać przy sali operacyjnej 214.
-Dziękuje.
Udałem się pod tą salę. Na miejscu był już jej ojciec i JJ. Była tam także Ali i Niall. Co oni tu..?
-Cześć Harry – pierwsza odezwała się Alice. Niall siedział potulnie na krześle, ale widać po nim, że coś go gryzie. Podeszła do mnie i odsunęła trochę od wstrząśniętego Charlie’go i JJ, którzy chodzili nerwowo po korytarzu.
-Gadaj co się stało.
-Ja..ja…
-Harry mów.
-Miałem walkę finałową i nie mogłem jej dopilnować. Luke i Ren ją pilnowali. Okazało się, że Ren był zdrajcą. Dziewczyna Trevor’a powiedziała, że ktoś czeka na nią i Rue pomyślała, że to Niall. Poszła z Ren’em, bo Luke nie mógł wychodzić z budynku, bo pilnował widowni. Tyle wiem od Luke.
-Kto jej to zrobił?
-Na pewno nie Ren. Może i jest pierdolonym zdrajcą, ale ma zasady. Nie skrzywdziłby dziewczyny.
-Więc kto?
-Pewnie jakiś idiota od Trevor’a.
-Musimy to zgłosić na policję.
-Nie jestem pewien czy możemy. To działo się przez Beatdown. Przecież nie pobili jej od tak. James zrobi wszystko żeby to nie wyszło na jaw. Wynajmie najlepszych prawników dla Trevor’a.
-Powiemy, że to była napaść z pobiciem.
-Pogadamy o tym później. Co z Rue?
-Ma poobijaną twarz, pełno rozcięć. Dosyć mocno uderzyła głową. To może być wstrząs mózgu. Miała krwotok wewnętrzny i przez ranę na głowię, straciła dużo krwi. Szansa, że przeżyje jest średnia. Obecnie zszywają jej rany i tamują krwawienie.
-Boże – przeczesuje włosy.
-Można tylko mieć nadzieje – gładzi mnie po ramieniu.
Wracamy do grupki. Mijają kolejne minuty. Niall robi się coraz bardziej niespokojny i kręci się na krzesełku. W końcu wybucha.
-To twoja wina! – wstaje i idzie w moją stronę. Uderza mnie pięścią w twarz. Upadam, a z mojej wargi sączy się krew. Chce kontynuować, ale powstrzymują go Ali i JJ.
-Niall uspokój się! – krzyczy Alice.
-Dość mamy zmartwień! – odzywa się JJ.
Wyrywa się z ich uścisku i odchodzi w przeciwną stronę. Jamie pomaga mi wstać, a Charlie patrzy na mnie niespokojnie. Ocieram wierzchem dłoni krew.
-O czym o mówi? – pyta spanikowany Charlie.
-Łże! Ja jej nic nie zrobiłem.
-To o czym on kurwa mówi!
-Podejrzewam, że napastnik zaatakował ją z mojego powodu. Wiedział, że jest ze mną i to wykorzystał.
-Zejdź mi z oczu! – wrzeszczy.
Nagle wychodzi lekarz.
-Będzie z nią dobrze. Obecnie jest nieprzytomna. Podejrzewamy zanik pamięci krótkotrwałej. Z czasem ją odzyska, ale tylko jej część. Nie będzie pamiętać co się stało i czemu tu jest.
-Kiedy się wybudzi? – pytam.
-Prawdopodobnie za niedługo.
-Dziękujemy – odzywa się Charlie.
-Przeniesiemy ją na salę pooperacyjną numer 314 – odzywa się do pielęgniarki. Kiwa głową i wchodzi do sali gdzie leży Rue.

-Przepraszam państwa, ale mam innych pacjentów – mówi i odchodzi.

poniedziałek, 21 lipca 2014

Rozdział 48: "Finał"

-Walka za chwile się zacznie – oznajmia mi Luke. Uśmiecham się słabo w odpowiedzi.
-Nie bój się – dodaje.
-Nie poprawia mi to humoru, ale dzięki.
-Staram się jak mog…
-Ty jesteś Ruby? – pyta mnie jakaś brunetka.
-Um… Tak.
-Jakiś chłopak na zewnątrz prosił mnie żebym przekazała ci, że na ciebie czeka i musi z tobą pogadać.
-Jak wygląda?
-Wysoki blondyn, koło dwudziestki. – Niall?
-Gdzie dokładnie?
-Trzeba wyjść z budynku i skręcić w lewo, potem znowu w lewo i do takiej uliczki.
-Okej. – zrywam się z miejsca, ale ręka Luke’a nagle oplotła mój nadgarstek zatrzymując mnie na miejscu.
-Chwila! Gdzie się wybierasz?
-Przyjaciel czeka na zewnątrz. Proszę puść mnie – błagam.
-Nie mogę cię spuścić z oka. Harry mnie zabije.
-To chodź ze mną.
-Muszę pilnować tłumu czy nie ma zamieszek.
-Ja z nią pójdę – odezwał się Ren. On mówi?!
-Jasne – mówi mu, poczym przyciąga mnie do siebie i szepta mi na ucho – uważaj na siebie. Nie ufam Ren’owi. To jakiś tępy fagas.
-Będę. – puszcza mnie, a ja z Renem kieruję się na zewnątrz.
Trafiłam do jakiejś ciemnej, ślepej uliczki z jedną słabo świecącą latarnią. Odwracam się chcąc dalej szukać Niall’a, ale przede mną jak z ziemi wyrasta męska postać. Ren stoi na początku uliczki. Jest tu cicho i śmierdzi. Znajduję się sporą odległość od walk, bo nie słyszę krzyków. Pojedynek Harry’ego się już zaczęła.
-Niall?
-Niall’a tu nie ma – prycha.
W słabym świetle widzę, że przypomina mojego przyjaciela, ale tylko sylwetką i kolorem włosów. Wyłania się powoli z cienia. Na twarzy ma dużą bliznę po lewej stronie biegnącą przez brew, oko, aż do kącika ust.
-Kim jesteś? – pytam spanikowana.
-Twoim koszmarem i kolegą Trevor’a.
-Co?!
-Dobrze słyszałaś dziwko! Przyszedłem się z tobą pobawić.
-Ren! – krzyczę. – Ren! Pomocy!
Mężczyzna podchodzi do blondyna i klepie go po plecach.
-Miłej zabawy Sam – uśmiecha się podle i odchodzi.
-Pierdolony zdrajca! – krzyczę.
-O cicho już! – mówi poirytowany Sam.
-Co chcesz mi zrobić?
-Według zlecenia, pobiję – uśmiecha się cwaniacko.
Opieram się o ścianę. Moje ciało całe drży. Sam podchodzi do mnie.
-Zostaw mnie! – krzyczę i popycham go. Koleś sprzedaje mi liścia.
-Zamknij mordę suko! – pocieram bolące miejsce. Dostaję parę mocnych ciosów w brzuch i ramię na co wyję z bólu. Ostatni cios jest w głowę, na co upadam i uderzam nią o betonową podłogę. Po kopnięciu w brzuch tracę przytomność. Krew rozlewa się po ziemi, a Sam odchodzi ze śmiechem dumy z zakończonej roboty.

Luke’s POV:


Rozbrzmiał gong rozpoczynający walkę. Moje ręce bolą mnie już od ciągłego trzymania kciuków, a do tego są mokre od potu. Harry i ten drugi chodzą w kółko czekając na odpowiedni moment. Trevor uderza Harry’ego w ramię, a następnie w brzuch. Mój kolega upada, ale podnosi się z zawrotną prędkością. Robi unik przed kolejnymi dwoma ciosami, a potem sam uderza Higgins’a w brzuch powodując, głośny jęk wydobywający się z jego buzi. Trzyma się za bolące miejsce, a potem podnosi wzrok na Hazzę. Ponownie próbuje uderzyć. Jedyny cios jaki udało mu się zadać było w ramię. Harry’emu chyba nic wielkiego się nie stało, bo dzielnie blokuje kolejne uderzenia. Trevor ponowie wymierza uderzenie w głowę, ale Styles robi szybki unik i przywala mu w szczękę. Przeciwnik upada i trzyma się za obolałe miejsce. Wypluwa krew i wyciera pozostałości ręką. Hazz ponownie uderza trafnie kilka razy. Trevor leży na ziemi i się nie rusza. Sędzia przerywa walkę i pomaga wstać w pół przytomnemu przegranemu. Rozlegają się wiwaty i głośne piski dziewczyn przy scenie.
Harry unosi ręce i krzyczy ze szczęścia. Prowadzący podaje mu puchar z nagrodą pieniężną. Rue jeszcze nie wróciła, boję się, że coś się mogło stać. Widownia była spokojna, rozdzieliłem tylko dwóch facetów przed walką i tyle. Styles schodzi z ringu i podchodzi zaniepokojony do mnie.
-Gdzie Ruby?!
-Poszła spotkać się z kolegą.
-Co kurwa?!
-Przyszła ta dziewczyna – kiwam głową w jej stronę – i powiedziała, że czeka na nią blondyn.
-Ona?! – wrzeszczy wkurwiony – to dziewczyna Trevor’a ty matole!
-Spokojnie poszła z Ren’em.
-I to cię kurwa uspokaja?! Ufam tobie, nie Ren’owi! Dlatego ty tu byłeś! Gdybym mu ufał w pełni zostawiłbym go samego!!!
O kurwa. Harry daje mi puchar.
-Gdzie ona jest?!
-Wyjdź z budynku i dwa razy w lewo. Ja muszę zostać.
-Jak coś się jej stało, nie żyjesz!
Wybiega z budynku zostawiając rękawice i wydziera mi z ręki telefon.


Harry’s POV:

Ruszyłem według wskazówek Luke’a. Tępy chuj! Jak ją mógł puścić samą z Ren’em!
Wchodzę do ciemniej uliczki. Na końcu jej leży moja dziewczyna, cała we krwi. Szybko do niej podbiegam.
-Ruby! – z moich oczu lecą łzy.
-Ruby! – powtarzam – obudź się, błagam! – szarpię lekko jej ramionami. Straciła dużo krwi, szlag! Wyciągam telefon Luke’a i dzwonie po pogotowie. Podaję im ulicę, na której się znajdujemy. Przez czas kiedy oni jadą ja próbuje zatamować krew.
Słyszę wycie syreny. Z samochodu wypadają ratownicy. Podchodzą do nas z łóżkiem na kółkach i kładą na nim Ruby. Wkładają ją do karetki i zamykają tylnie drzwi.
-Muszę z nią jechać! – krzyczę.
-Jest pan z rodziny?
-Nie, ale muszę!
-Bardzo nam przykro, ale nie może pan jechać z nami.
Odjeżdżają szybko na sygnale, zostawiając mnie samego.

-Kurwa! – krzyczę i upadam na ziemię waląc mocno w ziemię.






piątek, 18 lipca 2014

Rozdział 47: "No to jedziemy"

Macklemore & Ryan Lewis - Can't Hold Us





-Witamy wszystkich na corocznym Beatdown’ie! – rozbrzmiewa głos prowadzącego – W tym roku mamy paru świeżaków, ale też i naszych stałych bywalców! Jak zwykle walki składają się z trzech rund. Nie zapomnijcie obstawić swoich faworytów u tego miłego pana przy wejściu – wskazuje na gościa z wielkim sejfem przy stole – Minimalne sumy to 100 funtów! Jeśli nikt nie ma nic do powiedzenia możemy zaczynać!
Rozległy się wiwaty, a na wielkim monitorze nad ringiem pokazały się nazwiska osób uczestniczących w pierwszej walce.
Siedzę z tyłu widowni, a koło mnie jest Ren – wysoki, umięśniony i czarnoskóry mężczyzna z tatuażami na lewym ramieniu i Luke – niewiele niższy od drugiego, blondyn. Nie ma tatuaży, albo po prostu ma przykryte przez ubrania. Nagle podchodzi do nas Harry.
-Hej mała – kuca przede mną i ujmuje moje dłonie. Ma na sobie luźne spodenki i białą bokserkę.
-Cześć – całuję go na przywitanie.
-Przyszedłem cię zobaczyć. Nie wytrzymam w tej kanciapie dla walczących – prycha.
-Cieszę się, że przyszedłeś przed walką. Chce zapamiętać każdy szczegół, który po tym wszystkim – wymachuję rękami – może ulec zmianie.
-Przesadzasz.
-No cóż. Życzę ci powodzenia – przytulam go mocno i całuję w policzek.
-Kocham cię.
-Ja ciebie też – odpowiadam. Wstaje i idzie z powrotem do pokoju walczących. A z moich oczu płyną pojedyncze łzy, które od razu wycieram. Nie chce żeby wiedział, że płaczę.

W pierwszej walce uczestniczy Higgins i Reynolds. Starcie trwa dosyć krótko, bo Trevor to bywalec, a Reynolds to świeżak. Koleś nie miał szans. Po pierwszych ciosach prosto w brzuch zwija się w kłębek.
W drugiej uczestniczy Harry i jakiś Volt. Pierwszy cios otrzymuje mój chłopak. Hazza uśmiecha się do napastnika i jednym ruchem zwala go z nóg. Podnosi się szybko, ale na marne, bo od Harry od razu podcina go nogą. Volt próbuje wstać, ale z braku sił ponownie upada.
Następna zaczyna się o dwudziestej drugiej. Siedzę niespokojnie kręcąc się na plastikowym krześle. O miejsce w półfinale walczą Jones i Williams. Wygrywa Williams – jest napakowany i ma pełno tatuaży. Więcej od Rena.
Ostatnia walka pierwszej rundy jest o 22:15. Smith i Robinson uderzają w siebie na zmianę, ale pierwszy upada Smith. Zwycięzca tej walki unosi wysoko ręce i schodzi z ringu.
Na podeście ponownie pojawia się prowadzący.
-No nieźle! W półfinale uczestniczy Higgins, Styles, Williams i Robinson! Gratulacje chłopaki! Teraz odbędzie się półgodzinna przerwa żeby mogli odpocząć, a was zachęcam do obstawiania kto przejdzie do finałów!
Schodzi z podestu, a część widowni mknie do kolesia przy wyjściu. Ręce mnie bolą od trzymania kciuków.
-Nie denerwuj się tak Rue – uspokaja mnie Luke.
-Boję się.
-Nie masz o co – uśmiecha – Harry to zawodowiec, z resztą widziałaś jak powalił tego całego Volta – chichocze.
Ma rację, nie zmęczył się zbytnio, ale Volt jest nowy w tym wszystkim i to normalne. Mężczyzna w garniaku ponownie wychodzi na ring żeby ogłosić następne starcia.
-W pierwszej walce półfinału zmierzy się Williams i… Higgins! A drugą Styles i Robinson! – mówi entuzjastycznie. – powodzenia życzę wszystkim, a was ponownie zachęcam do obstawiania.

Widownia jest spora jak na nielegalne walki. Spodziewałam się 1/4 z tego tłumu. Do końca przerwy pozostało koło 10 minut. Wyciągnęłam telefon i odblokowałam go. Może wyślę sms do Nialla? Chociaż lepiej nie. Nie chce żeby tu przychodził.
Kiedy przerwa dobiegła końca w rogach ringu pojawili się Trevor i Williams. Zabrzmiał gong rozpoczynający walkę. Will rzucił się na Trevora, a ten zgrabnie się odsuną, co spowodowało, że Williams się przewrócił. Higgins usiadł na nim okrakiem i zaczął uderzać w jego twarz. Williams był całkiem dobry, ale każdy wiedział, nawet ja, że w porównaniu do Higginsa nie ma szans. Dostał porządne lanie od wroga numer jeden mojego chłopaka. Sędzia zatrzymał go przed kolejnymi uderzeniami, które mógł doprowadzić do nieprzytomności jego przeciwnika.
-I tak do finałów dostaje się Higgins! Wielkie brawa dla niego!
Walka trwała bite 20 minut. Teraz czas na Harry’ego. Z każdą rundą boję się o niego jeszcze bardziej. Stanął w rogu, a naprzeciwko niego Robinson.
-Da sobie radę – pociesz mnie Luke.
-Wiem.
-To dobrze.
-Dzięki. Poprawia mi to trochę humor.
-Nie ma za co mała.
Powoli zaczynam przekonywać się do Luke’a. Wydaje się miły. Nie mogę tego powiedzieć o Renie. Jest cichy, chłodny i z twarzy wydaję się nie miły. Zachowuje pokerową twarz, nawet w najbardziej emocjonujących chwilach.
Widownia wiwatuje, a inni jeszcze obstawiają. Pięć minut po zakończeniu walki Trevora zaczyna się walka Harry’ego. Słyszę gong i nagłe piski dziewczyn. Robinson uderza tak mocno w ramię Hazzy, że aż odskakuje. Gładzi ramię przy okazji blokując kolejny atak. Robinson zadaje kolejne uderzenia, ale lokaty dzielnie je blokuje. Kiedy w końcu jest wyczerpany ciągłym atakiem mój chłopak zadaje mu cios ze zdwojoną siłą, na co ląduje z impetem na ziemi. Zadaję kolejne ciosy przez co chłopak leży na ziemi i nie jest w stanie się ruszyć. Sędzia podnosi rękę Hazzy i ogłasza go zwycięzcą walki.
-Brawa dla Styles’a! Dobra robota. – widownia szaleje, a zmęczony Harry schodzi z ringu.
-Jest dokładnie 23:30 moi drodzy! Finałowa walka jest za dokładnie półgodziny! Obstawiajcie faworytów bo warto!

Dasz radę Harry… Dasz radę.


Zapraszam do głosowania w ankiecie o sequel! 40 głosów i pojawi się 2 część ;3



wtorek, 15 lipca 2014

Rozdział 46:"Masz zamiar dotrwać do finałów rozumiem?"

James Arthur - Recovery



To dziś. Nie sądziłam, że to będzie tak szybko. Czas leci nieubłaganie szybko. Nie zdążyłam nacieszyć się życiem. Jeśli któremuś z nas coś się stanie nie wiem czy to przeżyje. To jest drugi najgorszy dzień w moim życiu. Pierwszy oczywiście to śmierć matki.
Wtedy czułam ból, stratę, niechęć do życia. Dziś głównym uczuciem jest strach. Strach przed stratą bliskich. Powodem do sprowokowania Harry’ego i zmuszeniem go do oddania walki jestem ja. Jeśli nie ja to moi bliscy. Z tego co się orientuję to nie obchodzi ich rodzina Hazzy. To jedna z wielu rzeczy, których nie pojmuję. Może jest jakiś regulamin, który zabrania tykania rodziny walczącego.
Wstałam z samego rana. Nie mogłam zasnąć, bo kto normalny jest wstanie zasnąć kiedy jest przesiąknięty na wskroś strachem. Pół nocy się trzęsłam. Nie byłam w stanie zamknąć oczu. Przydałby się mój chłopak, który mówiłby mi, że wszystko będzie dobrze, gładząc mnie przy tym po plecach. Ale go nie było. Odwiózł mnie pod dom i zniknął.

Może chciał się przygotować do walki?

Podpowiada mi moja podświadomość. Na to wychodzi. Zwlekłam się z łóżka i weszłam pod prysznic, próbując zmyć ten cały ciężar z moich barków. Nawet zapewnienie Harry’ego, że będę mieć obstawę nie poprawia mi humoru. Zeszłam na dół gdzie byli już JJ i Charlie.
-Hej mała – przywitał mnie JJ.
-Cześć – powiedziałam ospale.
-Ktoś tu się nie wyspał – aleś ty spostrzegawczy Charlie.
-No, nie mogłam zmrużyć oka.
-Coś się stało?
-Nie nic. Po prostu, tak jakoś… no.
-Mhm.
-Chcesz śniadanie?
-Jasne.
Położył przede mną talerz z jajkiem sadzonym, bekonem i dwoma tostami.
-Smacznego.
-Dziękuje.

***

O trzynastej zadzwonił do mnie Harry.
-Mogę wpaść?
-Tak, muszę z tobą pogadać.
-Będę za piętnaście minut.

Jak powiedział tak było, przyszedł nawet wcześniej.
-Hej – pocałował mnie na przywitanie.
-Chodź na górę, muszę z tobą omówić kilka rzeczy.
-Okej.
-Otóż – zaczęłam kiedy byliśmy w pokoju. Zamknęłam drzwi i dołączyłam do Harry’ego na łóżku.
-Od czego zacząć?
-Jak twoja sprawa z Niall’em?
-Przeprosił mnie, ale i tak nie chce żeby był na Beatdownie.
-Czemu?
-Bo widok walki na niego źle wpływa. Rozkręca się kiedy na to patrzy.
-Okej…
-O której to?
-Zaczyna się o dwudziestej pierwszej. Finały są chyba o północy.
-Yhy. Dużo jest zawodników?
-Ośmiu. Są trzy rundy. W pierwszej są cztery starcia. Potem są półfinały i dwie walki, które typują finalistów, a w finale dwie osoby konkurują o miano najlepszego.
-Czyli każdy walczy 3 razy?
-Zależy czy się przejdzie. Ci co odpadną w pierwszej tylko raz.
-Masz zamiar dotrwać do finałów rozumiem?
-Jak najbardziej.
-Kto mnie pilnuje?
-Ren i Luke.
-Kto?
-Luke to mój przyjaciel, a Ren to mój były trener.
-Rozumiem.
-Nie będą cię spuszczać ze wzroku. Luke robi tam jako taki ochroniarz. Pilnuje czy nie ma zamieszek poza ringiem.
-Gdzie to jest?
-W starym hangarze, koło opuszczonego lotniska. Z dala od policji rzecz jasna. Najbliższy posterunek jest 20 kilometrów od hangaru, więc zanim dojadą to już nic tam nie będzie.

-No to cóż. Mogę ci życzyć jedynie powodzenia.



niedziela, 13 lipca 2014

Rozdział 45: "Między nami spoko?"

-Nie byłby taki słodki gdybyś go spotkała na wolność.
-Małe pandy są zawsze słodkie – prycham.



-No dobra, dobra – śmieje się.
-Co teraz?
-No tam dalej są żyrafy.
-To idziemy – uśmiecham się – pa słodziaku. – macham do malutkiego misia.
-Czuję się zazdrosny – udaje oburzenie.
-No masz powody.
Śmiejemy się i idziemy w stronę żyraf.

***

-Jak ci się podobało? – pyta kiedy wychodzimy.
-Było super i dziękuje za watę.
-Nie ma za co – uśmiecha się.
-Co teraz?
-Odwiozę cię do domu.
-Okej – wsiadam posłusznie do samochodu na miejscu pasażera. Harry odpala samochód i włącza radio. W aucie rozbrzmiewa piosenka Ed Sheeran’a
-I see fire – słyszę.
-Lubię tą piosenkę.
-Ja też – potakuje Hazza.
-I jak się czujesz? – dodaje.
-Lepiej.
-Cieszę się z tego powodu. Może porozmawiaj z nim. Zadzwoń, nie wiem. Nienawidzę patrzeć jak się tak męczysz.
-Spróbuje się z nim skontaktować, ale czy odbierze to już nie ode mnie zależy.
-Odbierze.
-Skąd to możesz wiedzieć?
-Po prostu wiem.
-Okej.

***

-Nie zapomnij zadzwonić – upomina mnie.
-Dobra – całuję go na pożegnanie. Odchodzi do samochodu i odjeżdża z mojego pojazdu, posyłając mi uśmiech. Wchodzę do domu i ściągam buty.
-Cześć JJ – uśmiecham się do niego.
-Jak było?
-Dobrze.
-Poprawił ci się humor widzę.
-Owszem. Idę zadzwonić – mówię wskazując palcem na górę schodów,
-Tylko zejdź potem na kolacje.
-Okej – wchodzę do pokoju i zamykam drzwi. Wybieram numer Niall’a i przykładam telefon do ucha.
-Halo? – rozbrzmiewa jego głos.
-Cześć Niall.
-Ruby – mówi z nadzieją w głosie, a może strachem. Nie wiem.
-Chciałam porozmawiać.
-Przepraszam cię za wczoraj, nie chciałem. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Tak i przykro.
-Nie. To ja przepraszam.
-Nie masz za co Rue, to mi coś odpierdoliło.
-To z mojej winy, może gdybym traktowała cię inaczej, w sensie bardziej jak brata, za którego cię uważam, może nie poczułbyś czegoś do mnie.
-To głupie co mówisz, wiesz o tym? To ja się w tobie zakochałem i to ja źle zrobiłem.
-Miłości Niall się nie wybiera. Ja też nie chciałam zakochać się w Harry’m a to zrobiłam.
-To nie poprawiło mi humoru, ale dzięki – śmieje się – między nami spoko?
-Bardzo bym tego chciała – uśmiecham się.
-Ja też.
-Więc spoko – słyszę jak wypuszcza powietrze w poczuciu ulgi.
-Pa Niall.
-Pa mała – rozłączam się.

Jest już wszystko w porządku. „A walki to co?” – prycha moja podświadomość. Miną nim o nich pomyślę. Prawda?




czwartek, 10 lipca 2014

Rozdział 44: "Postaraj się"




Weszliśmy do jednej z kawiarni w centrum. Harry zamówił coś do picia i jedzenia, a ja zajęłam stolik.
-Nie przejmuj się tym tak – chwycił moją dłoń – martwię się o ciebie.
-Ja nie umiem się nie przejmować Harry. To tak jakbyś stracił… nie wiem. On był dla mnie ważny. Wszyscy jesteście dla mnie ważni i strata któregoś z was przyprawia mnie o ból serca.
-Domyślam się. Naprawdę nie wiem co na to poradzić. Nie zmuszę go żeby się z tobą zobaczył. On musi to przemyśleć.
-No dobrze. Dam mu czas. – kelnerka podeszła z zamówieniem.
-Dziękuje – odparłam. Kelnerka uśmiechnęła się w moją stronę potem zawiesiła wzrok na Harry’m. Oblizała powoli usta i przygryzła wargę.
-W czymś mogę pomóc? – spytał już lekko podenerwowany Harry.
-Nie pamiętasz mnie. Hm?
-A mam cię pamiętać? – poniósł lewą brew, a ja włożyłam do ust kawałek ciasta.
-No wiesz ja pamiętam z kim się pieprzę – odparła i odeszła dumna z tego co zrobiła. Z szoku wyplułam pacek z powrotem na talerz. Otworzyłam szeroko oczy i popatrzyłam gniewnie na Harry’ego.
-Rue nawet jeśli to przed tobą. – uspokoiłam się, ale tylko trochę. Boże, jaka z niej bezwstydnica. Żeby tak przy ludziach?!
-Spokojnie, przecież nic nie zrobiłem.
-Nie interesowało mnie twoje życie seksualne przede mną. Nie miałam zamiaru się o to wypytywać i wolałabym abyś nie poruszał tego tematu przy mnie.
-Ale to ona…
-Daj spokój. Zapomnijmy – a przynajmniej ty, bo teraz ta dziwka będzie siedzieć mi w głowie i szeptać o tobie, jak to było jej z tobą dobrze. Potrząsnęłam głową żeby nie nękała mnie już.
-Rue nie myśl o niej.
-To nie jest proste. Ty przestałeś myśleć o Sebastianie, kiedy ci o nim powiedziałam?
-Nie, bo on cię zranił.
-A ona uprawiała z tobą dziki seks kiedy ty nawet jeszcze ze mną nie spałeś.
-Nie chce cię popędzać Ruby.
-A ja nie chce żebyś był niewyżyty.
-Nie myśl o tym mała. Daje sobie z tym radę. Nie martw się – uśmiechnął się pokrzepiająco i pogładził kciukiem po moim policzku.
-Eh..
-Za dużo wszystko analizujesz. Odpręż się. – całuje mnie w czoło.
-Może i masz rację, ale ja inaczej nie umiem.
-Postaraj się.
-Postaram – uśmiechnęłam się słabo.
-Zabiorę cię do zoo. Co ty na to? – ujmuje moją dłoń.
-Dobrze. Jeśli to mi jakoś pomoże.
-Pewnie, że pomoże! – mówi entuzjastycznie.
-Dojedź  i wypij kawę i możemy iść.
-Okej. – zabrałam się za ciasto.
-Potrzebujesz odpoczynku od tego wszystkiego. Wyjedź po Beatdown’ie na jakieś wakacje.
-Przypominam ci, że ja mam jeszcze szkołę, która kończy się dopiero za 5 miesięcy.
-Jakbyś nie mogła sobie od tak wyjechać.
-Harry, muszę poprawić oceny i ją skończyć. Muszę chodzić do szkoły, bo inaczej nie zdam.
-Przesadzasz.
-Zrobiłam sobie sporo wolnego przez ten rok szkolny.  Charlie mnie zabije jak się o tym dowie.
-No dobrze, ja tylko proponuję.
Kiedy zjadłam swoją porcję wyszliśmy z kawiarenki i wsiedliśmy do samochodu Harry’ego. Podróż nie trwała długo. Kiedy dojechaliśmy wyszłam z samochodu i przetarłam oczy. Ostatni raz w zoo byłam 5 lat temu z Charlie’m i mamą. Pojedyncza łezka wydostała się z mojego oka. Wytarłam ją szybko żeby Harry jej nie zobaczył.

-To idziemy – odparł wesoło.



(patrz na prawo pod okładką)

sobota, 5 lipca 2014

Rozdział 43: "On nie wróci. Prawda?"

Ed Sheeran - Give Me Love




-Ruby?! Co się stało czemu leżysz na podłodze?
-Straciłam go – mówię wpatrując się w sufit.
-Kogo? – dopytuje JJ.
-Niall’a.
-Ruby… - pomaga mi wstać i mocno przytula.
-Straciłam go – powtarzam.
-Będzie dobrze – próbuje mnie pocieszyć.
-Mój świat wali się powoli. – wzdycham – Straciłam przyjaciela, za dwa dni są walki.
-Shh.. – ucisza mnie i próbuje uspokoić moje rozedrgane ciało. Siadamy na łóżku, a on przytula mnie mocniej.
-Chcę iść do mamy i nie wrócić.
-Nie mów tak. Nie pozwolę ci odejść. – JJ wyciąga telefon i wybiera numer. – Harry?... Poważna sprawa… tak… przyjedź do nas.. tak, o Ruby… pa.
-Po co do niego dzwonisz? – mówię beznamiętnie.
-Bo on cię kocha i zależy mu na tobie – mówi – przyniosę ci herbatę.
Wstaje i wychodzi z mojego pokoju, a ja opadam na łóżku. Nie mam na nic siły. Czuję się tak samo jak po stracie mamy. Niall wiele dla mnie znaczył. Nie wiem czy mogę porównywać te straty, ale czuję to samo. Ból w sercu i nie chęć do życia.
Może Jamie ma rację? Może potrzebuję teraz Harry’ego? Słyszę delikatne pukanie do drzwi.
-Rue, mała. Co się stało? – do pokoju wchodzi Harry. Jest cały mokry od deszczu. Ściąga kurtkę i rzuca ją na ziemię. Podchodzi i siada koło mnie.
-Rue, odezwij się.
-Zniszczyłam wszystko.
-Co zniszczyłaś? – siadam i patrzę na niego.
-Niall odszedł. – wiem, że w innych okolicznościach ucieszyłby się z tej informacji, ale na jego twarzy widnieje jedynie smutek.
-Tak mi przykro – mówi szczerze i przytula mnie mocno.
-Ja-ja…
-Spokojnie Ruby. Oddychaj.
-On nie wróci. Prawda?
-Wróci. Potrzebuje czasu żeby to przemyśleć.
-Harry?
-Słucham?
-On powiedział, że mnie kocha. – spiął się, ale momentalnie rozluźnił przypominając sobie w jakim stanie jestem.
-A ty co?
-Że go kocham, ale nie w takie sposób jak on mnie. Jest dla mnie jak brat.
-Przejdzie mu. Pozna inną. Nie przejmuj się tym Rue.
-Nie mogę. Nie chcę żeby cierpiał.
-I dlatego ty teraz cierpisz?
-Tak.
-Musisz z nim porozmawiać, ale daj mu czas.
-Dobrze – szlocham. Moje łzy wydostają się strumykami, a potem wchłaniają się w bluzkę Harry’ego. Chłopak gładzi moje włosy.
-A teraz śpij. – szepcze. Moje oczy bezwiednie się zamykają.
Czuję jak Harry unosi mnie i kładzie na łóżku. Przykrywa mnie kołdrą kładąc się koło mnie.
-Śpij – szepczę i obejmuje w tali.

***

Budzi mnie światło słoneczne. Moja poduszka jest mokra od łez. Harry leży koło mnie z otwartymi oczami i przypatruje się mi.
-Dzień dobry – uśmiecham się słabo.
-Hej – odpowiadam.
-Wyspałaś się?
-Nie bardzo – marudzę – a ty?
-W miarę. Jak się czujesz?
-Czuję pustkę.
-Będzie dobrze.
-Nie prawda. Jutro są walki, prawda?
-Tak, ale nie mówmy o tym już.
Westchnęłam.
-Co chcesz dziś robić?
-Nie musisz się przygotować do walki?
-Jestem wystarczająco gotowy. Z resztą nie zostawię mojej dziewczyny w takim momencie – uśmiecha się pokrzepiająco.
Wstaję i rozglądam się po pokoju. Na biurku widzę kubek. Pewnie ta herbata co mi miał przynieść Jamie. Harry momentalnie pojawia się przy mnie i obejmuje w tali.
-Co mogę zrobić żebyś się uśmiechnęła? – pyta smutno.
-Nie wiem, Harry. Nie wiem.
-Jak on mógł cię tak potraktować? – stwierdza oburzony.
-Harry, to moja wina, nie jego…
-Ale..
-Moja – powtarzam.